Mi kot jest potrzebny tak po prostu - do życia. Bez kota, bez możliwości pogłaskania jego futra, zajrzenia w jedyne w swoim rodzaju oczy, ja czuję się niekompletna. Nigdy nie przekonywały mnie pierdoły, które ludzie opowiadają o miłości, o drugiej połowie, pokrewieństwie dusz, dwóch rozdzielonych połówkach jabłka, które muszą się połączyć - znacie to. To dyrdymały. Można kochać więcej niż jedną osobę, miłość można w sobie wzniecić, miłość można w sobie zabić.
Ale idąc tym tropem, gdybym miała jakieś mistyczne ciągotki, których niestety (?) nie posiadam w ilościach zbyt dużych, mogłabym uwierzyć, że u zarania dziejów coś oderwało od mojej duszy fragmnet, który stał się kocią duszą. I czuję się dobrze dopiero wtedy, kiedy ten fragment duszy, w kocim ciałku, mam blisko siebie.
Kocia natura jest cudowna, złożona, nieokiełznana i tajemnicza, kot jest dziełem sztuki, któremu ja po prostu nie jestem w stanie się oprzeć.
Dołączył: 28 Maj 2009 Posty: 116 Skąd: diabli nadali
Wysłany: 2009-09-24, 11:18
Dobrze ujęte.Po co NAM kot. A nie po co KOTU człowiek.Myślę że koty bez ludzkiego plemienia doskonale poradziłyby sobie na ziemi.
Origins,czyli ckliwa historyjka z dzieciństwa
Pierwsze lata życia spędziłam w domu babci na wsi.Nigdy nie było tam zwierząt,tylko wielki ogród i sad.Jedyni rezydenci to koty.Zawsze zazdrościłam młodszemu kuzynostwu że mieszkają z "drugimi dziadkami" którzy mieli konie,krowy etc.
Podobno wyprosiłam wielkim kwikiem że chcę mieć na własność kota.I pamiętam jak poszliśmy do sąsiadów po malucha.Być może miałam ze 3 lata,ale dokładnie widzę jak stoję w drzwiach ogromnej wiejskiej kuchni i obserwuję biało szarego skaczącego kociaka.
Kajtuś,po tym jak urosły mu 'cycki' został przechrzczony na Kajcicę miał specjalne prawa.Mogła spać ze mną w łóżku i biegać po całym domu.
Mieszkałam z rodzicami na piętrze,a mój pokój był oddzielony od innych pomieszczeń wielkim,ciemnym korytarzem.Musiałam przechodzić obok "drzwi na strych" To było straszne przeżycie.Groza i mrowienie po plecach.Czysty strach.
Kot w moim pokoju rozpędził dziecięce lęki;oswoiłam ciemność,mrok,samotność.Zasypiałam przytulona do ciepłego futra i słuchałam burczenia- kołysanki.Do dziś nie boję się ciemnych pomieszczeń.Swojemu dzieciakowi też wrzucałam kota do łózeczka,śmiałam się z opowieśći jak to "koty rzucają się na gardło śpiącym dzieciom"Chyba na dobre wyszło bo nie ma żadnych alergii,wirusów itp.
Bez kota w domu czuję się jak bez kochanej osoby.Uwielbiam 'strukturę' kotów,sposób poruszania się,zwinność,to że czują człowiecze nastroje.
Czasem wydaje mi się że szczególnie kobiety,mające w domu kota nabierają 'kocich ruchów'
Nie zgadzam się z powiedzeniem "w kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku" Jestem przekonana że kocia istota odnajdzie mnie na końcu wszechświata.I podryfujemy wspólnie.
Dołączył: 28 Maj 2009 Posty: 116 Skąd: diabli nadali
Wysłany: 2009-09-25, 08:11
Historyjka jest prawdziwa,chociaż przy wyobrazni Gaimana to bajeczka o kocie Filemonie.Wciąż nie potrafię uporać się z 'Sandmanem'
Podobało mi się kiedy Maria Peszek czytała w trójce 'wilki w ścianach' Mogłabym słuchać codziennie.W przeciwieństwie do rozgoraczkowanej 'Marii Awarii"
Najlepsze jest to że wszystkie kotki mojej babci nazywały się zawsze Kajcica,miały tylko przydomki np Kajcica ruda, dziesiąta,biała,trzecia itp
Dołączył: 28 Mar 2009 Posty: 266 Skąd: Z 84 ptaszków
Wysłany: 2009-10-11, 22:25
No to jedziemy z psuj-zabawą
Otóż nasze związki ze zwierzętami (uwaga - pisząca te słowa jest już na zawsze stracona segmentem z filmu Allena, tak - tym o kłopotliwych pytaniach o seks, a by rzecz uściślić, etiudką "Czy zoofilia jest zboczeniem?") są... skomplikowane i poddane wygodnej perspektywie "zamykania oczy", niewidzenia i spania.
Dlaczego jedno zwierzę traktujemy jak artykuł spożywczy, a innym dajemy zezwolenie na pozostawianie odchodów w naszych mieszkaniach? Bo kot jest wyżej na drabinie estetycznej niż świnia? "Madonna też jest ładniejsza od papieża - to nie moje słowa , lecz Jamesa Serpella, którego wywód postaram się streścić - co jednak nie daje jej prawa do moralnej wyższości". A może daje?...
***
Otóż:
James Serpell gotów jest uznać nasz związek z kotem za "rozbudowany przykład społecznego pasożytnictwa": ludzie padli ofiarą dziwacznej przypadłości. a psy, koty i papużki niewiele różnią się od wszy ludzkich, pcheł i tasiemców lub - prawdę mówiąc - jakiegokolwiek innego rodzaju organizmów pasożytniczych.
I nie chodzi tu wcale o aspekt ekonomiczny, o rachunki dla weterynarza, karmy, kocyki, poduszeczki, kokardki.
A o przebiegłość zwierząt i wypracowanie przez nich pewnych kluczy behawioralnych, idealnie pasujących do naszych dziurek "ogłupionych przez wykształcone ewolucyjnie reakcje na własne potomstwo", co sprawia, że na widok małego zwierzęcia miękną nam członki, pojawia się "słodka reakcja" ("ojejuuuu! Jakie cuuuudneee kruszynki!"), włącza się "matkomowa" (tak tak, posłuchajcie czasem Waszych rozmów z kotami - niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto traktuje zwierzę po partnersku, nie matkując mu myślą, słowem i czynem).
Lista pól, na jakich działają pasożyty:
- karmienie i pojenie,
- utrzymywanie z dala od niebezpieczeństw,
- zabiegi pielęgnacyjne i higieniczne,
- kontrola płodności,
- gotowość sprzątania gówienek i godzenie się na nie w domu.
I na dodatek dziwnym urokiem dla człowieka jest to, że taka istota nigdy nie dorośnie i nie pójdzie na swoje.
Dołączył: 28 Maj 2009 Posty: 116 Skąd: diabli nadali
Wysłany: 2009-10-13, 09:15
Przyznam się że kocie dzieci zawsze mnie wzruszają i niepokoję się o ich dalsze losy.Być może to trauma z dzieciństwa.Kiedy ojciec robił segregację;zostawiał kocicy jednego,czasem dwa (jak wymusiłam rykiem) oseski,a pozostałe topił w rzece
Małe kotki są cudne,robi się ciepło wokół serca kiedy na nie patrzę.W przeciwieństwie do ludzkich dzieci,które,wiem że dadzą sobie radę w każdej sytuacji.Które mnie meczą a rozmowy o noworodkach nudzą.
To ja potrzebuję kota,nie wzbudza we mnie instynktów macierzyńskich.Szukam w kocim towarzystwie ciepła,bezpieczeństwa,cichego kompana.
Opieka,pielęgnacja nad kotem.Wybaczcie porównanie,ale przypomina mi bieganie wokół siostry psychicznie nieudolnej siostry Wiem że konieczne jest oddanie kawałka duszy i serca,czasu a wtedy mogę liczyć na spojrzenia pełne miłości i zrozumienia.(w domu wszyscy zdrowi)
To jest toksyczna miłość,mam tego pełną świadomość i bezwarunkowo kocham koty,a tracą na tym ludzie bo trudno mi się zaprzyjaznić z kimś i zaufać bezgranicznie.
Nie potrafię znieść widoku chorego,chudego kota.Nie mogę się przemóc żeby wziąść go na ręce czy zmienić opatrunek.Podzwiam tych którzy potrafią przygarnąć zaropiałego malucha.Kiedy Kluska(Kluskin)Clooney miał kłopoty z tylnimi łapami i kręgosłupem (potrąciło go auto) z choróbska wyciągnęła go moja babcia.Potrafiła siedzieć pół dnia w fotelu z kotem na kolanach i gadać do niego i zmieniać bandaże.A kiedy wiedziałam że czarne kocie dziecko wzięte ze schroniska zdechnie, kazałam mężowi pilnować i nie podchodziłam do nich.Kotek odszedł,mój chłop miał czerwone oczy i pojechał zakopać futro w parku.
Tak,koty to moje emocjonalne protezy. Pomagają mi trzymać pion i dzięki nim mam stabilny charakter,bez większych zaburzeń emocjonalnych.Chyba
Dołączył: 28 Mar 2009 Posty: 266 Skąd: Z 84 ptaszków
Wysłany: 2009-10-13, 13:36
Nigdy nie byłam "dzieciaczkowa" ("dzieciaczek" - to jest tak koszmarne słowo, że jeszcze chwila, a je zbanuję )
Nie "rozumiem" dzieci, nie lubię dzieci, one nie lubią mnie. Dzieci nie mam i nigdy mieć nie będę.
Tych ludzkich dzieci.
Nie rozczulam się, nie roztkliwiam, wiem, że gdzieś tam są, ale niekoniecznie muszę czuć ich zapach.
I jeśli zacznę się kiedyś skurzać nad "ufajdanym jajem" (Herbert), to proszę mnie mocno kopnąć w dupę na pobudkę.
***
Ale jedno Wam powiem:
potrafi namieszać w (wydawałoby się stałym) uniwersum taka istotka kocia, którą odessało się własnymi ustami raz-drugi-trzeci, i która nagle zaczęła samodzielnie oddychać przy Waszym policzku.
Nigdy nie przeczyłam, że moje związki z kotami mogą być odrobinę patologiczne
Z tym pasożytnictwem to autora chyba troszkę poniosło, chyba że to celowa hiperbola:) Ja okresliłabym te relacje raczej jako symbiozę, nawet jeśli w moim domu kot nie służy do tępienia szkodników w stodole - bo takowej nie posiadam - to jednak i ja coś z tego mam, choć nie jest to może wartość materialna. To trochę jakby stwierdzić, że artyści to pasożyty społeczeństwa, bo nic użytecznego nie tworzą;)
Swoją drogą, ciekawe co w takim razie sprawia, że właśnie bez kota nie umiem żyć? Znakomicie obywam się za to bez psa, królika, świnki...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum