Żeby była jasność, to nie ja wybrałam kota, to kota wybrał mnie.
Rok temu, kiedy musiałam uśpić swoją fretkę, koleżanka - dumna pani (a raczej służka) devonki Wanilii - obiecała, że da mi jednego malucha, kiedy rozmnoży Wanię. Urodziły się dwie białe dziewuszki gremliny i srebrno-czarny chłopaczek. No i wybrałam - poznajcie Mr. Cheddara:
Mr. Cheddar
Cheddar ma pół roku i jest nieziemsko ciekawski. Podróż samolotem, przeprowadzkę i poznawanie nowych, ekhem, właścicieli przyjął z wrodzoną sobie elegancją angielskiego lorda, który zwiedza włości. Dodam, że jak na świadomego swojej urody osobnika płci męskiej, wyrywał wszystkie stewardessy - żadna się nie oparła. A w domu już pierwszej nocy wpakował się do mojego łóżka, które od tamtej pory stało się, co oczywista, jego "legowiskiem". Zmonopolizował mnie do tego stopnia, że po dwutygodniowej nieobecności samca alfy niemal nie chciał wpuścić go do łóżka, nie wspominając o tym, że o witaniu całkowicie zapomniał
Co do tego, że jest wysłannikiem piekieł... oto dowody:
Demon
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości?
Wysłany: 2009-11-09, 22:14 Re: Demony są wśród nas
Piękny chłopak i wielce demoniczny! Ja, choć oddałam swoje serce sierściuchom z kategorii 2 (mco/sib/nfo) i z nimi jakoś jest mi najbardziej po drodze, to po osobistym spotkaniu zakochałam się w reksach bez reszty. Te koty mają nieprzeciętną, narzucającą się wręcz charyzmę, urok i cudowne, ekstrawertyczne charaktery.
Może, może kiedyś... Ciekawe, jak drx dogadywałby się z mco:>
Demony poznałam na żywo, gdy przeprowadziłam się do Warszawy. Zaprosiła mnie do siebie forumka z miau. A tam... biały Demon! Który już w pierwszej minucie strzelił mi gola w czółko Czegoś takiego jeszcze u żadnego kota wcześniej nie widziałam, jakkolwiek należę (a co, pochwalę się) do elitarnego klubu Zaklinaczy Kotów. No więc zakochałam się z miejsca, choć również serce oddałam grupie 2, futrzoków, którym wbrew temu, co mówi annie, nigdy nie jest gorąco ;)
Twój opis lorda-podrywacza stewardess absolutnie mi pasuje do znanych demonów ;)
A w dotyku - informuję ciekawskich -grzeją te łysolki bardziej niż nfo. Szok. Kocie "kaloryferki"....
U dorosłego devona gołe prześwity są wadą, ale u maluchów dopuszcza się taką "gęstość" futra. Cheddar ma dopiero 7 miesięcy, zatem meszek występujący miejscami nie przeszkadza
A czy devon dogadywałby się z mc? Pewnie tak
Wszystko fajnie, ale najprawdopodobniej mój potwór jest... alergikiem
Dołączył: 28 Mar 2009 Posty: 266 Skąd: Z 84 ptaszków
Wysłany: 2009-11-21, 18:35
No tak, tylko ja się pytam, dlaczego te koty wyglądają jakby wróciły z jakiegoś "smętarza" wprost od Kinga - wyskubane, wydziobane, nieproporcjonalne, wytrzeszczone oczy?...
O raju, trudna rzecz, ta obrona, bo się w sumie z Tobą zgadzam
No, ale jeżeli ja, dumna ofiara kata, znaczy kota, muszę mój pomiot diabła bronić, no to zrobię, co mogę ;)
Devony to nie kocie zombiaki. Gdyby King znał devony, nie straszyłby ludzi langolierami . Devony to Demony. Demon jaki jest, każdy widzi. Imię adekwatne - bo jakże w ikonografii demony przedstawiano? Miały cechy zwierzęce, sterczące, nietoperze uszy, wielkie, wytrzeszczone oczy, chude, często pomarszczone ciała - no wypisz wymaluj mój kocur.
Wielkie oczy służą do straszenia - budzicie się ciemną nocą, wszędzie mrok, cienie i zjawy, a nad wami wielgachne, wytrzeszczone, świdrujące oczy czarciego pomiotu - zawał murowany. Nie wiem, czy w przypadku demona można mówić o czymś takim jak, tfu, tfu, dusza... pewnie nie. Zatem oczy są wrotami, przejściem do krainy, z której demon pochodzi. Nie należy w takie oczy głęboko spoglądać. Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate.
A tak serio, jak pierwszy raz zobaczyłam devona na żywo, chciało mi się śmiać. Toż to gremlin! Wcześniej podobały mi się tylko syjamy, norwegi albo coony. Ale, jak już wspominałam, koleżanka miała maluchy. Stwierdziła, że odda małego tylko mnie... i przepadłam. Devony mają najpiękniejsze buźki. Że nieproporcjonalny? Ich, wydawałoby się, rachityczne ciałka są stworzone do tego, by biegać i skakać... i odpoczywać . W ruchu są perfekcyjne. Zresztą nie tylko w ruchu Wielkie, wytrzeszczone oczy? Może, ale ile w nich daje zobaczyć i jak wyraźnie (no dobra, czasem jest tam totalna pustka ). Wyskubany? Wydziobany? A gdzież tam, dandys w najczystszej postaci, a nie hippis ;) To cóż, że mu się zakola robią, nadrabia inteligencją (ach, te wysokie czoła) i elokwencją. jakie on rozmowy potrafi prowadzić... czasem baaardzo długie. Wniosek: devon to koci Oscar Wilde - król życia
Z tym patrzeniem i przytomnością różnie bywa. Czasem wzrok mnie przewierca, szuka tego, co pod skórą, czasem ledwie mnie omiata, a czasem nie stanowię dla niego żadnej przeszkody, jak szyba, ba, czyste powietrze. Niekiedy mam nieodparte wrażenie, że kota sam się dziwi tym, że mnie zobaczył Uwielbiam jednak te momenty, gdy w spojrzeniu widzę niesamowita głębię, jakbym miała tam znaleźć odpowiedź na pytanie o początki wszechświata...
A czy patrzy mi w oczy? Zdarza mu się, często też zawstydzony patrzy bardziej na linie ust - czyli skupia się głównie na twarzy.
Uuuu, w naszym życiu nastąpiła wielka zmiana. Lot za Atlantyk, stewardessa obsługująca mojego kota zanim ćwierć samolotu się zapełniła, a potem na każde zawołanie szklaneczka czystej wody wprost pod pyszczek. Co najmniej klasa buiseness... na moich kolanach wciśniętych między siedzenia klasy ekonomicznej, wyłożonych kocami, żeby maluchowi było miękko (na męskich kolanach w czasie lotu fajnie nie jest ). W nowym miejscu - kierowca, sąsiedzi, współpracownicy... wszyscy oczarowanie wielkimi oczami (w domyśle, nie moimi).
Mr. Cheddar się rozbestwił. Pozwalam mu na wszystko - poza jedną rzeczą. Nie wolno mu się pakować na poduszkę. Nie muszę dodawać, że moje "nie" ma w głębokim poważaniu i każdej nocy ponawia próby wejścia mi na głowę. Ponieważ w czasie ostatnich upałów (uff, nawet 37 stopni) próby położenia się na mojej mocno "ofutrzonej" głowie nawet kotu wydają się lekko nieodpowiednie, wpadł na genialny pomysł - kładzie się obok poduszki, swoją główkę kładzie na niej, a łapką czasem smyra mnie po twarzy. No i jak się gniewać? Jak egzekwować zakazy (zresztą ciężko to robić, kiedy trzeba wypluwać z paszczy kocie futro, przeprowadzające ekspansję na moją poduchę? a może to wrogie przejęcie?). Dlaczego poducha samca alfy nie jest takim łakomym kąskiem? A, i nie daj panie duszku, przekręcać się z boku na bok w nocy. Dla kota oznacza to tradycyjne przebudzenie i porcję "porannych" pieszczot. Włazi na mnie, mruczy i się domaga! A domagać to on się potrafi.
Poza tym Cheddar rozwija swoje zdolności językowe. Nie powiem, zna słowa trudne (jego ulubione to "mamuuut") i w obcych językach ("whyyy?"). Asertywny był zawsze (na wszelkie moje prośby odpowiada po prostu "nie!"). Zresztą jest straszną gadułą, można z nim prowadzić niekończące się rozmowy (tudzież kłótnie). Wszystko i tak uchodzi mu na sucho - nawet siadanie "gołym" tyłkiem na moich pędzlach do makijażu, a dokładniej na włosiu (kiedyś wrzucał pędzle do właśnie użytej kuwety, zatem chyba nie powinnam narzekać). W kwestiach edukacji i savoir-vivre poległam. Wyłożyłam się, padłam i kwilę. Ale nie tylko ja: uzależniony od komputera samiec alfa robi na kolanach miejsce kotu, przesuwa laptoka (prawie już monitora nie widzi, klawiatury nie sięga, a kotek się rozpycha, trzeba zrobić więcej miejsca i więcej...), byle kotku było wygodnie i jeszcze powtarza, jak oni się lubią i jak kotka uwielbia. Wiem, to nie jest normalne. Wiem, to najnormalniejsze ;) Devon-manipulant!
Dołączył: 28 Mar 2009 Posty: 266 Skąd: Z 84 ptaszków
Wysłany: 2010-07-11, 19:00
Ale wiesz co? Jest coś na rzeczy w tym upartym niszczeniu mazideł wszelkiej maści: Rudwin Toccaty na przykład bardzo lubił ochrzcić jej (najdroższe! Chanel!) szminki swoim szlacheckim moczem
Bo dla tych zmór owłosionych to i tak jesteśmy najpiękniejsze bez malunku na twarzy...
Ja mam jedną maskarę na krzyż, więc moje przynajmniej tu przystopowały i nie mają się czego czepiać.
Koteczek na podusi przeszkadza?
To niech Szanowna Koleżanka pomnoży koteczka x8! Jedna rada - obciąć włosy na krótko. Obcięłam. A i tak mam na głowie afro - gigant
***
Btw - czytam sobie czasem Twój opis dewona. Jest naprawdę fantastyczny!
Mój kot zamienia się chyba w dziewczynkę. Nie mogę spokojnie przemalować paszczy, bo gadzina siada od razu na blacie, ba, kładzie się, zaklepując dla siebie całą przestrzeń, nie mam gdzie pędzla odłożyć. Ewentualnie jak mu się na blacie znudzi, to włazi do szufladki, w której wszelkiej maści utensylia "upiększające" trzymam i robi tam jesień średniowiecza. A, i jeszcze wyszukuje patyczki do uszu, którymi wycieram pacnięcia tuszu do rzęs. No największa frajda rozbebeszyć taki patyczek, oślinić go i porzucić truchełko na środku pokoju. Czasem w trakcie demolowania szufladki co nieco z niej niby przypadkiem wypadnie, połamie się, rozsypie... Doceniam jego bezgraniczne uwielbienie dla mej urody
Koteczek na podusi, przyznam szczerze, przeszkadza. Kudły wyrywa , a ja właśnie w trakcie zapuszczania. Nie zetnę, bo z moimi radarami mogłabym z devonkiem konkurować na wielkość uszu Devonek nie miałby szans
A pomnożenia razy 8 sobie nie wyobrażam, bo już dla nas miejsca w łóżku brak, tak się kotek nocami rozpycha (dobra, mówię tak tylko i wyłącznie z zazdrości ) Choć taki naturalny, ciepły kocyk musi być wielce przyjemny... no może nie latem Niemniej, masz same piękności. A jak jeszcze cała ósemka z rana wita Cię, wgapiając się w Ciebie i oczekując porannej dawki pieszczot, to musi być COŚ.
Dziękuję za komplement. To tylko cała prawda o devonie
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Możesz załączać pliki na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum